piątek, 17 stycznia 2020

"Wisznia ze słowiańskiej głuszy" - Aleksandra Katarzyna Maludy

Wydawnictwo: Szara Godzina
Data wydania: 17 maja 2019
Liczba stron: 368

Niepozorne okładki często skrywają niesamowite historie, których „okładkowe sroki” nigdy nie poznały. Sama do nich należę, ale opis tej powieści niejednokrotnie wpadał mi w oko. Wreszcie, po wielu długich miesiącach, postanowiłam dać tej historii szansę. Za tak ogromne niedopatrzenie zostaje mi tylko bić się w pierś.

Wisznia ze słowiańskiej głuszy przenosi nas do Polski z VII wieku. Na ziemiach, które później będą należały do królestwa Mieszka I, mieszkają Szeligowie. Wśród nich żyje Wisznia, piękna młoda dziewczyna, która jako pierwsza z wioski dostrzega niebezpieczeństwo w postaci Awara, szpiegującego ich z drugiego brzegu rzeki. Wisznia, domniemana córka bogini Mokosz, wszczyna alarm. Tym samym rozpoczyna się niesamowita opowieść o losach jej ludzi, która rozrzuca jej pobratymców we wszystkie strony świata.

Za niepozorną okładką kryje się bardzo interesująca historia. Powieść, która według opisu powinna być czystym romansem historycznym z każdą kolejną stroną zyskuje nowe walory. Z romansu przeradza się w powieść historyczną, gdzie prym wiodą silne kobiety. Ich obraz jest najważniejszym argumentem, gdyby ktoś zapytał, czy warto sięgnąć po Wisznę ze słowiańskiej głuszy. Mężczyźni są zepchnięci na drugi plan, na co często nie omieszkują narzekać na kartach powieści. Dla kontrastu, życie kobiet wcale nie jest usłane różami, jak to męskie. „Słaba” płeć musi mierzyć się z bestialskim traktowaniem, uciszaniem, umniejszaniem ich inteligencji i gwałtem. Czy słyszymy, jak ubolewają nad swoim losem?; tak, jednak jednocześnie widzimy jak zakasują rękawy i biorą sprawy w swoje ręce.

Stylizacja języka na piękną, starą polszczyznę dodaje smaczku. Jeśli chcecie sięgnąć po tę książkę, od razu mogę Wam doradzić, aby nastawić się język wielce niewspółczesny. Po drodze autorka wplata wiele faktów historycznych, a co po niektóre są wyjaśnione w przypisach. Jedne z najbardziej obszernych przypisów to szerokie objaśnienie receptur na eliksiry i dania, wytwarzane przez swoistą szeptuchę Szeligów – dzięki nim można się dowiedzieć jak je uwspółcześnić i wykonać, używając składników dostępnych w każdym sklepie osiedlowym.

Maludy lubi bawić się nie tylko językiem, ale legendami i baśniami polskimi. W trakcie czytania historii Wiszni natkniemy się na wzmianki o królu Popiele, czy o smoku wawelskim. Autorka bawi się nimi i z pomocą wyobraźni tworzy alternatywne wersje tych dobrze znanych legend. Opisując jednak obrzędy starych Słowian nie owija w bawełnę. Są one dosadne i niepozbawione obrazowych opisów poświęcania zwierząt, czy czynności związanych z porodami.

Wisznia ze słowiańskiej głuszy to intrygująca powieść, łącząca w sobie elementy romansu, przygodówki i powieści historycznej. Silne postacie kobiece przypadną do gustu fankom tego typu bohaterów, ale mężczyźni również znajdą tu coś dla siebie – powieść w żadnym razie nie jest skierowana wyłącznie do płci przeciwnej. To fantastyczna książka, ukazująca siłę drzemiącą w ludziach, pragnących przeżyć kolejny dzień. Można w niej znaleźć wiele inspiracji do działania i parcia naprzód. 
Czytaj dalej »

wtorek, 7 stycznia 2020

"Logika uniwersum" - Bohdan Szymczak

Wydawnictwo: Karta Group
Data wydania: 6 grudnia 2019
Liczba stron: 396

Bohdan Szymczak zaskarbił sobie moją sympatię debiutancką powieścią Pusta Ziemia, wydaną dwa lata temu. Doskonała fabuła i rozważania filozoficzne przedstawione w przystępny sposób sprawiły, że z niecierpliwością czekałam na kolejną książkę autora. Śledziłam jej losy na blogu, prowadzonym przez Szymczaka aż wreszcie mogłam zasiąść do lektury. 

Logika uniwersum to zbiór kilku opowiadań i mikro powieści: „Fantasy”, „Świętowit na Księżycu”, „Historia zakręcona pisarza frustrata”, „Wieczory z kosmitką”, „51 szarych masek”, „Nowe życie”, „Logika uniwersum”. Mimo tego, że dzieją się w przeróżnych czasach, a sami bohaterowie nie znają siebie nawzajem, każda kolejna opowieść zmierza ku jednemu. Szymczak stara się odpowiedzieć na nurtujące ludzkość od zarania dziejów pytanie: jaki jest sens życia? Przygodę z szukaniem odpowiedzi zaczniemy na Starym Kontynencie, towarzysząc dziennikarce w podróży skupiającej się na poznaniu i zrozumieniu ras zamieszkujących obce ziemie. Odwiedzamy elfy, krasnoludy, aż wreszcie spotykamy mityczne stworzenie, znane ludziom tylko z podań i baśni. Następnie szybko zerkniemy na alternatywny świat, w którym wiara Słowian przetrwała i jest dominującą religią, siłą napędową rozwoju nauki i techniki. Spędzimy kilka wieczorów z kosmitką, zostanie nam uchylony rąbek tajemnicy otaczającej Strefę 51. Po wybujałej drodze wreszcie osiągniemy cel podróży. Poznamy człowieka, szaraczka harującego dla bezdusznej korporacji, który odpowie nam na nurtujące nas pytanie.

Po Pustej Ziemi miałam wysokie oczekiwania co do Logiki uniwersum. Sięgnęłam po nią z lekką obawą, gdyż często fantastyczny debiut nie oznacza dalszych sukcesów. Tym niemniej już od pierwszych stron widać, że autor nie wyszedł z wprawy. Szymczak ma niezwykle lekkie piór. Niejeden autor zanudziłby czytelnika rozwlekłymi wywodami na temat polityki czy religii. W tym przypadku jest zgoła inaczej. Dialogi i opisy są budowane w tak przemyślany sposób, że nie sposób oderwać oczu od kartki. Dialogi nie zmieniają się w przydługie monologi – są prowadzone w bardzo dynamiczny sposób. Niejednokrotnie rozmowy bohaterów śledzi się niczym piłeczkę w meczu ping-ponga.

Rozważania postaci najbardziej przykuwają uwagę. Zwracają bowiem uwagę na problemy współczesnego świata – począwszy od uzależnień o mediów społecznościowych, na rządzie skończywszy. Głębokie przemyślenia, spowite szarą codziennością, skłaniają czytelnika do zastanowienia się nad tym, co dzieje się wokół niego. Jednym z najbardziej poruszających opowiadań jest w tej kwestii „51 szarych masek”. Ukazuje ono, że rządzący potrafią mocno namieszać w głowach obywateli mydląc im oczy fałszywymi informacji, a to wszystko po to, aby tylko im było dobrze. Podobnie ma się sprawa z „Wieczorami z kosmitką”. W trakcie jego czytania uderza uniwersalność problemów – nieważne, czy jest się Polakiem, czy nawet kosmitą z obcej cywilizacji.

Logika uniwersum to doskonała powieść dla ludzi, lubiących nieoczywiste lektury. To książka, która przypadnie do gustu nie tylko fanom fantastyki i science-fiction, ale też zwolennikom bardziej przyziemnych powieści.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu.
Czytaj dalej »

czwartek, 2 stycznia 2020

"Z każdym oddechem" - Nicholas Sparks

Wydawnictwo: Albatros
Tytuł oryginału: Every Breath
Przekład: Maria Olejniczak-Skarsgard
Data wydania: 17 października 2018
Liczba stron: 368

Z każdym oddechem to powieść niekwestionowanego króla romansów – Nicholasa Sparksa. Znany z takich powieści jak Pamiętnik czy Szczęściarz, powraca z kolejną historią miłosną, która wydarzyła się między ludźmi mocno pokrzywdzonymi przez los. To jednocześnie ostatnia, siedemdziesiąta dziewiąta, książka, którą przeczytałam w 2019 roku. Czy było to udane spotkanie z jednym z moich ulubionych pisarzy lekkich powieści?

Bratnia Dusza to skrzynka na listy znajdującą się w Karolinie Północnej, na wybrzeżu. Każdy może wrzucić do niej list, pocztówkę, czy nawet listę zakupów. Przeczytać je może każdy kolejny odwiedzający. Historie spisywane na kartkach papieru i wrzucane do skrzynki chwytają za serce, wywołują wzruszenie. Siadając na lichej ławce można zatopić się w lekturze rozdzierających spowiedzi ludzi, którzy popełnili w życiu ogromne błędy, których żałują; jeśli jednak nie chcemy czuć ich gorzkiego żalu, możemy przeczytać dla przykładu historię Tru i Hope – dwójki zagubionych ludzi, którzy odnaleźli miłość w najmniej oczekiwanym momencie.

Powieść od początku zapowiada się interesująco. Sparks w ciekawy sposób wprowadza w historię, sugerując, że odnalazł list Tru w Bratniej Duszy. Po jego przeczytaniu postanawia odnaleźć tego człowieka i poprosić go o zgodę na spisanie historii jego i Hope, a następnie na wydanie jej w postaci książki. Poszukiwania idą mozolnie, ale wreszcie autor spotyka Tru. Po wielu spotkaniach i wycieczkach w przeróżne miejsca, ważne dla zakochanych, powstają spisane dzieje Tru i miłości jego życia.

Im dalej tym… bardziej nudno. Czytając Z każdym oddechem miałam wrażenie, iż po raz kolejny czytam tę samą fabułę – jedyne co się zmieniło to główni bohaterowie i sceneria. Sparks ma na swoim koncie mnóstwo powieści romantycznych. Z każdą kolejną mam nieodparte wrażenie, że przestaje brakować mu pomysłów, więc odgrzewa dobrze sprzedające się poprzedniczki. Poprawie wrażenia nie przysłużył się najsłabszy punkt powieści, a mianowicie dialogi. Autor znany jest z długich dialogów, rzadko udekorowanymi dodatkowymi opisami. W tej powieści są napisane w bardzo sztywny sposób. Mnie, jako czytelnikowi, trudno było odczytać emocje bohaterów. Dialogi są sztywne i, niestety, przydługie. Gdy już przebrnie się przez kilka stron wymiany zdań, następuje kolejne rozczarowanie – kilkustronicowe opisy przeżyć wewnętrznych bohaterów. Z nimi miałam największy problem, gdyż z jednej strony pozwalają wreszcie na wgląd w to, co czują Tru i Hope, natomiast z drugiej strony opisy te były niczym wyjęte z innych książek Sparksa. Ma się wrażenie, że autor ma kilka sprawdzonych szablonów, pod które podstawia inne imiona i voilà – nie trzeba się za mocno napracować.

Będąc nastolatką byłam wielką fanką tego autora. Jego książki potrafiłam pochłonąć w jeden dzień, jednak im jestem starsza tym więcej wad widzę. Nieproporcjonalnie długie opisy i dialogi sprawiły, że recenzowana powieść ciągnęła się i nie potrafiła niczym zainteresować. Mimo chęci Sparksowi nie udało się uchwycić magii, która rzekomo zaistniała między bohaterami. Można sobie tylko wyobrażać, że naprawdę tak było. 
Czytaj dalej »

czwartek, 19 grudnia 2019

"Pocałunki w Nowym Jorku" - Catherine Rider

Wydawnictwo: Feeria Young
Tytuł oryginału: Kiss Me in New York
Przekład: Anna Dobrzańska
Data wydania: 13 listopada 2019
Liczba stron: 240

Wigilia Bożego Narodzenia to czas radosny. To chwila na spędzenie czasu z rodziną i przyjaciółmi, i na zwolnienie tempa. Co jednak, gdy los ma na nas inne plany? Przekonują się o tym Charlotte i Anthony, dwie zagubione dusze zmuszone do spędzenia samotnych Świąt w Nowym Jorku.

Anthony został właśnie rzucony przez swoją dotychczasową dziewczynę. Żal i smutek nie pozwalają mu cieszyć się wigilijną atmosferą. W takim stanie poznaje samotną dziewczynę, Charlotte. Charlotte, mimo najszczerszych chęci, nie da rady wrócić do rodzinnej Wielkiej Brytanii na czas, ponieważ jej lot został odwołany. Dwoje młodych ludzi znajduje wspólny język. Postanawiają spędzić wigilijny wieczór wspólnie, spełniając marzenia Charlotte o wszystkich atrakcjach, których nie była w stanie odwiedzić w trakcie swojego krótkiego pobytu w Nowym Jorku. Czy kilka godzin wystarczy, aby między ludźmi zawiązała się nierozerwalna nić porozumienia?

Catherine Rider w swojej powieści młodzieżowej wyczarowała magiczny zimowy wieczór. Niejedna osoba marzy o spędzeniu Świąt w Nowym Jorku – autorka pomogła chociaż po części spełnić to marzenie. Dwoje głównych bohaterów, śladami poradnika o tym jak zapomnieć o dawnej miłości, prowadzi młodych ludzi w przeróżne miejsca. Zwiedzają Central Park, Empire State Building, urocze kafejki, nawet pewną rodzinę przytłoczoną tragedią.

Najmocniejszym punktem książki jest skupienie się na dialogu, który pozwala głównym bohaterom się poznać. Dzięki wielu rozmowom przeprowadzanym między nimi czytelnik ma czas na wyrobienie sobie zdania o obojgu — nie jest ono z góry narzucone przez Rider.

Pocałunki w Nowym Jorku spodobają się tym, którzy uwielbiają czas około świąteczny. Książka pozwoli wprawić się w błogi i nostalgiczny nastrój. Niejednokrotnie na ich twarzach pojawi się uśmiech, czy łezka w oku.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwo oraz Mechanicznej Kulturacji.
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia