"Maybe Someday" - Colleen Hoover


Wydawnictwo: Otwarte
Tytuł oryginału: Maybe someday
Przekład: Piotr Grzegorzewski
Data wydania: 13 maja 2015
Liczba stron: 440

And if I can’t be yours now
I’ll wait here on this ground
Till you come
Till you take me away
Maybe someday

Sydney jest studentką pracującą w bibliotece. Mieszka w wynajmowanym mieszkaniu wraz ze swoim chłopakiem oraz najlepszą przyjaciółką. W dniu jej urodzin świat Sydney zostaje odwrócony do góry nogami. Dziewczyna zostaje bez dachu nad głową, ale schronienia udziela jej Ridge, muzyk mieszkający naprzeciwko. 

Czy można dotrzeć się bez słów? Czy miłość na pewno pokona wszelkie granice? Na te pytania odpowiada Colleen Hoover w powieści „Maybe someday”.

Jest to moje kolejne spotkanie z twórczością Colleen Hoover. Autorka jest znana z romansów, powieści new adult oraz opowiadań publikowanych na platformie Wattpad. Z reguły alergicznie reaguję na wattpadowe dzieła, ale w przypadku Colleen sprawa ma się inaczej. Bardzo lubię jej powieści za ciepło, które z nich bije i emocje, które wywołują w czytelniku. „Maybe someday” pod tym względem nie zawodzi.

Wielką zaletą powieści są bohaterowie. Jest ich niewielu, ponieważ poza głównymi bohaterami jest tak naprawdę sześciu bohaterów drugoplanowych, z czego czwórka z nich przewija się przez większość książki. Tak mała ilość bohaterów mogłaby sprawić, że historia staje się płaska i na jedyno kopyto, jednak Colleen zgrabnie to ominęła. Udało jej się uniknąć nudy głównie przez kreację postaci Ridge’a.

Ridge jest gitarzystą i tekściarzem w zespole Sound of Cedar. Niestety, od jakiegoś czasu cierpi na brak weny. Pewnego dnia poznaje Sydney, która okazuje się mieć talent do pisania tekstów. Zaczynają wspólnie tworzyć muzykę. Rodzi się między nimi uczucie, ale Ridge jest rozdarty między Sydney, a swoją dziewczyną, z którą jest już kilka lat. Jego wewnętrzne rozdarcie znajduje ujście w zachowaniu. Bywa nielogiczny, ale pomijając to jest niezwykle wrażliwym i opiekuńczym mężczyzną, który pragnie tylko dobra kobiet, który zawładnęły jego sercem.

Sydney z kolei jest młodziutką studentką, która zostaje przygarnięta przez Ridge’a w najtrudniejszym okresie w swoim życiu. Zostaje zdradzona przez najbliższe osoby i zostaje dosłownie z niczym. Pobyt w mieszkaniu Ridge’a pozwala jej w małym stopniu postawić się na nogi. Sydney jest dziewczyną, która myśli sercem i łatwo ją zranić. Stara się grać twardą, ale ostatnie wydarzenia sprawiają, że jest bezbronna. Traci wiarę w siebie, lecz dzięki Ridge’owi i ich wspólnemu pisaniu odzyskuje ją w szybkim czasie. 



Historia jest schematyczna, bo czego innego spodziewać się po powieści z gatunku new adult. Główne skrzypce gra w niej trójkąt miłosny, ale ogromnie spodobało mi się jak Colleen sobie z nim poradziła. Nie uświadczymy tutaj nielogicznych zachowań całej trójki, czy bezowocnego rozczulania się nad sobą. Wręcz przeciwnie – Sydney i Ridge wiedzą, że nie mogą dać swojemu uczuciu rozkwitnąć, więc starają się trzymać na dystans, ponieważ zdają sobie sprawę jaką krzywdę zrobiliby dziewczynie Ridge’a. Wspaniałe jest to, że przyjaźń jest równie ważna jak miłość. Colleen dużą część książki przeznaczyła na rozwój przyjaźni między bohaterami. Każda z relacji, miłosna, czy też nie, rozwija się powoli, autorka daje bohaterom czas na poznanie się i zrozumienie. Osobiście uwielbiam w jej powieściach to, że nie biegnie sprintem do scen łóżkowych – są one raczej miłym dodatkiem do całości.

Jedynym minusem jaki zauważyłam to nagłe zakończenie książki. Zanim się obejrzałam przewróciłam ostatnią stronę i przez chwilę zastanawiałam się, co się stało, ponieważ ostatnie zdanie nie jest typowym zakończeniem historii. Sugeruje to kontynuację, która zresztą jest publikowana na Wattpadzie autorki.

Colleen porusza w powieści kilka trudnych tematów, ale nie sprawiają, że historia jest dołująca. Z książki bije specyficzne ciepło i pozytywne emocje, które zostają z czytelnikiem nawet po zamknięciu książki. „Maybe someday” jest idealną lekturą na odprężenie po ciężkim dniu, czy też na moment kiedy chce się być podniesionym na duchu.

Tutaj znajdziecie niespodziankę od Colleen Hoover i Griffina Petersona.

Prześlij komentarz

10 Komentarze

  1. Jest to moja ulubiona historia tej autorki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja też :D Wcześniej było nią "Confess", ale "Maybe someday" pobiło ją na głowę.

      Usuń
  2. "Maybe Someday" to moja ulubiona powieść tej autorki i bardzo lubię od czasu do czasu wracać do niej!

    Pozdrawiam!
    recenzje-zwyklej-czytelniczki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do soundtracku też? Czy tylko do opowieści? U mnie soundtrack poleciał do ulubionych na youtubie :D.

      Usuń
  3. Nie przepadam za twórczością tej autorki, ale akurat "Maybe someday" bardzo lubię. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że chociaż ta książka przypadła Ci do gustu :).

      Usuń
  4. Lubie twórczość autorki, więc na pewno przeczytam.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie! Jeśli łatwo się wzruszasz to przygotuj chusteczki :).

      Usuń
  5. Mam za sobą cztery powieści autorki i choć ta jest chyba jedną z najlepszych, to i tak nie jestem fanką Hoover. ;-)

    OdpowiedzUsuń