"Remedial Rocket Science: A Romantic Comedy" - Susannah Nix


Wydawnictwo: Haver Street Press (nakład własny)
Data wydania: 21 sierpnia 2017
Liczba stron: 262

„Remedial Rocket Science: A Romantic Comedy” to książka, którą upolowałam jakiś czas temu na Amazonie i tylko czekała aż do niej usiądę. Pierwsze, co zwróciło moją uwagę to interesująca okładka z dziewczyną w okularach. Już po samym tytule i okładce wywnioskowałam, że nie może to być zwykłe romansidło jakich pełno. 

Jest to pierwsza powieść z trylogii wydanej własnym nakładem przez Susannah Nix. Każda z części to osobna historia, więc nie trzeba znać innych pozycji. Każda z części opowiada o innej dziewczynie, ale łączy je jedno – pasjonują się nauką i taką obierają ścieżkę kariery. Mamy panią inżynier lotnictwa i astronautyki, panią inżynier chemik, ale na pierwszy ogień idzie pani programistka.

Melody poznajemy w czasach studenckich kiedy postanawia oderwać się od nauki i zrobić coś ze swoim dotąd nie istniejącym życiem uczuciowym. Idzie do baru na randkę z chłopakiem, który w ostatniej chwili ją wystawia. Wieczór jednak nie obywa się bez wrażeń, ponieważ poznaje czarującego przystojniaka Jeremy’ego, z którym przeżywa przygodę na jedną noc, ale nie jest to ostatni raz kiedy słyszymy o tajemniczym blondynie pochodzącym z Los Angeles.

Trzy lata po nieudanej randce Melody szykuje się do obrony pracy licencjackiej i rozpoczyna szukanie pracy jako programistka komputerowa. Zostaje zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną do Los Angeles do firmy działającej w przemyśle kosmicznym. Pomimo wątpliwości Melody postanawia zadzwonić do Jeremy’ego, z którym ostatnio rozmawiała w noc, kiedy się poznali. Jak się okazuje nie zapomniał o niej i po jej rozmowie umawiają się na kawę. Na przyjacielskiej kawie okazuje się, że mężczyzna wciąż jest czarującym przystojniakiem, który pracuje dokładnie w tej samej firmie, w której Melody chce dostać posadę. A do tego jest synem pani prezes. I ma dziewczynę. 

Melody dostaje wymarzoną pracę, kończy studia ze wspaniałym wynikiem i przemieszcza się do Los Angeles, gdzie rozpoczyna karierę jako programistka. Nie dostaje na razie ważnych zadań, ale jest pełna optymizmu i nadziei.

Czy znajomość Melody i Jeremy’ego może przerodzić się w coś więcej?

Jest to bardzo lekka lektura. Momentami być może zbyt lekka. Chociaż z drugiej strony, który laik wytrzymałby rozwlekłe opisy programistycznego świata, w którym obraca się Melody? 

Wielkim plusem w całej historii jest postać Melody, która jest nieprzeciętnie inteligentną osobą mającą duże ambicje, ale w kontaktach damsko-męskich jej umysł najczęściej przestaje funkcjonować. Jest uroczą osobą, mającą zainteresowania, które podpadają pod bycie nerdem – bo która książkowa główna bohaterka zbierałby figurki superbohaterów z filmów Marvela lub znała na pamięć serial Parks and Recreations, które bez przerwy ogląda na Netflixie? Na pewno nie jest jednak głupiutką dziewczyną, której zależy tylko na dorwaniu mężczyzny i pożarciu go, po drodze wydrapując oczy kobietom, które ustawiają się w kolejce do niego, dlatego z przyjemnością obserwowałam jak rozwija się jej przyjaźń z Lacey, która również doświadczyła bycia z Jeremym.

Jeremy na pierwszy rzut oka jest oklepaną postacią męską – wysoki, dobrze zbudowany, przystojny miliarder pracujący w dobrze prosperującej firmie, mający na pęczki kobiet rodem z America’s Next Top Model. To tylko otoczka. Tak naprawdę okazuje się być wrażliwym człowiekiem, który cierpi po stracie ojca i stawia sobie zbyt duże wymagania, których nie może spełnić. Jest postacią, którą łatwo polubić, ale czasami może irytować swoim zachowaniem à la macho. Tutaj można zrzucić to na karb narracji prowadzonej oczami Melody, dlatego niektóre decyzje Jeremy'ego mogą wydawać się dziwne. Plusuje w oczach czytelnika pod koniec książki kiedy wreszcie się wyjaśnia co się dzieje między nim, a główną bohaterką. 

„Remedial Rocket Science” porusza też kilka ciężkich tematów, ale robi to stonowanie i nie sprawia, że lektura wprawia czytelnika w zły nastrój. Niektóre tematy są ledwo dotknięte lub opisywane w bardzo delikatny sposób, ale czytelnik i tak ma świadomość, że główni bohaterowie muszą zmagać się z dokładnie takimi samymi problemami jak oni. 

Jednym z niewielu minusów, które ma ta książka, są postacie drugoplanowe, pomijając Lacey i matkę Melody. Mamy ich kilka – jest Charlotte, Drew, zastępca prezesa firmy, Teressa i wiele innych, którzy momentami są jedynie tłem dla głównej historii. W pewnym momencie musiałam się zatrzymać i głęboko zastanowić kim był Drew? Postacie te powinny być lepiej zarysowane i nabrać więcej charakteru, ponieważ przez potraktowanie ich po macoszemu zlewają się w jedną całość i przy opisach imprez rodzinnych ciężko jest dopasować imię do „twarzy”.

Susannah odwaliła kawał dobrej roboty i zaserwowała czytelnikom dokładnie to, co obiecała – komedię romantyczną, przy której można się rozluźnić. Pierwsza część trylogii zachęca do sięgnięcia po resztę i obiecuje przyjemną lekturę, przy której można się również dowiedzieć co nieco o tym jak traktowane są kobiety w środowisku naukowym.  

Prześlij komentarz

0 Komentarze