"Miłość barona" - Grace Burrowes


Wydawnictwo: Amber
Data wydania: 22 marca 2016
Tytuł oryginału: Thomas
Przekład: Beata Horosiewicz, Maria Dejnarowicz
Cykl: Dżentelmeni po przejściach (tom 1)
Liczba stron: 384

Kilka lat temu zaczytywałam się w romansach historycznych. Julia Queen i Amanda Quick były moimi ulubienicami. Połykałam ich książki w kilka godzin, jednak od bardzo dawna ani razu nie sięgnęłam po nic z tego gatunku. Ostatnio to się zmieniło, ponieważ miałam szansę przeczytać Miłość barona Grace Burrowes. Do tej pory nie słyszałam o tej autorce, więc mimo wszystko postanowiłam podejść do jej książki, nie mając żadnych oczekiwań.

Romanse historyczne charakteryzują się lekką fabułą, dużą dozą kurtuazji i romansami, które rozwijają się po cichu; zazwyczaj są zakazane. Zazwyczaj są to książki przyjemne, do przeczytania na jedno posiedzenie. Są to lektury niezobowiązujące, których jedynym przeznaczeniem jest umilenie wieczoru. 

Podobnych odczuć spodziewałam się sięgając po Miłość barona, jednak czegoś tej książce brakowało. Thomas Jennings, od niedawna baron, główny bohater, kupuje starą posiadłość, do których należą hektary ziemi. Mężczyzna przeprowadza się do swojego domu, a na miejscu odkrywa, że ekonomem zajmującym się całym gospodarstwem jest kobieta. Panna Loris Tanner zarządza majątkiem odkąd jej ojciec uciekł w nieznane chcąc się uchronić przed prawem po tym jak zarzucono mu gwałt na kobiecie, mieszkającej w sąsiednim majątku. Gdy Thomas urządza się w nowym domu, zaczynają dziać się dziwne rzeczy, które mogą zaszkodzić nie tylko finansom, ale też bezpieczeństwu mieszkańców. W międzyczasie baron odkrywa, że uczucia, którymi darzy panią ekonom są co najmniej nieprzyzwoite.

Grace Burrowes stworzyła fabułę, która nieco odbiega od typowego romansu historycznego. Do tej pory chyba nigdy nie spotkałam się z książką, gdzie główna bohaterka nie jest damą z prawdziwego zdarzenia, bowiem woli spędzać czas w stajni lub objeżdżając ziemie. Bardzo ją polubiłam, gdyż twardo stąpa po ziemi i nie zachowuje się jak trzpiotka. Walka o przywileje godne ekonoma sprawiły, że stała się kobietą o nerwach ze stali; nawet poznanie Thomasa tego nie zmieniło. 

Związek właściciela i zarządczyni jest burzliwy. Zaczyna się niewinnie, jednak z biegiem czasu wywołują w sobie coraz więcej nieoczekiwanych uczuć. Autorka świetnie poradziła sobie z tym wątkiem, ale niestety nie było się bez wad. Wiadomo, że w książkach z tego gatunku dialogi między postaciami bywają mocno sztywne, gdyż tego wymagały dobre maniery w tamtych czasach. Niektóre sceny są przegadane. W momencie, w którym bohaterowie tak naprawdę powinni zamilknąć to oni mówią i mówią. W odbiorze wcale nie pomagały liczne (naprawdę liczne) literówki. Na błędy w słowach, które można odgadnąć z kontekstu, można jeszcze przymknąć oko, ale bywały chwile, w których mała literówka zmienia postać rzeczy. Był moment, w którym kilka długich sekund marszczyłam czoło, próbując zrozumieć, o co chodziło. Bardzo to zaważyło na odbiorze książki. Oczywiście nie jet to wina autorki, a raczej tłumacza oraz korektora, niemniej ma to wpływ na ocenę. 

Z opisu na tylnej okładce jasno wynika, że w środku czeka na czytelnika emocjonujący wątek kryminalny. Zarówno majątek, jak i jego mieszkańcy są rzekomo w niebezpieczeństwie, lecz poza jednym wydarzeniem tego wątku jest mało. Jest obecny jedynie w rozmowach między postaciami. Zabrakło w nim emocji i czegoś, co przyprawiłoby mnie o szybsze bicie serca w obawie przed najgorszym. 

Siadając do napisania recenzji bardzo chciałam znaleźć w Miłości barona więcej mocnych stron, jednak jedyną jest związek barona Sutcliffe i panny Tanner. Książce zabrakło tego „czegoś”, co sprawia, że romanse historyczne przyprawiają o rumieńce i szeroki uśmiech na twarzy. 

Za egzemplarz dziękuję portalowi:

Prześlij komentarz

9 Komentarze

  1. Okładka śliczna, ale książka raczej nie dla mnie. 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka rzeczywiście jest ładna, zwraca uwagę :)

      Usuń
  2. Z jednej strony ciekawy mnie fakt, że jest to nieco odmienny romans historyczny, nietypowy, z drugiej piszesz, że książka nie jest w stu procentach idealna, że czegoś zabrakło. Chyba więc będę musiała ją sobie odpuścić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybyś przeczytała to wtedy wyrobiłabyś swoje zdanie, ale osobiście uważam, że nie warto ;).

      Usuń
  3. Nie czytałam jeszcze żadnego romansu historycznego, ale ta pozycja ma fajną okładkę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka jest fajna i ładnie wygląda na zdjęciach :D. Co do treści to musiałabyś się przekonać :) Chociaż osobiście myślę, że gdybyś miała zacząć przygodę z tym gatunkiem to lepiej zacząć od autorek, które wymieniłam na początku recenzji :)

      Usuń
  4. Mi się romanse historyczne kojarzą z książkami, które mam "po mamie" - kilka tomów powieści o żonach wikingów i dwie-trzy jakieś inne, losowe. :D Fajnie było je przeczytać, jeszcze w takich starszych okładkach i w ogóle, ale na razie w sumie nie czuje potrzeby, by po kolejne takie rzeczy sięgać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dawno już nie czytałam romansów historycznych. Był czas, kiedy strasznie chętnie je czytałam, rozpoczęła to książka "W teatrze uczuć". Nigdy nie słyszałam o tej autorce, może przy okazji najbliższego wypadu do biblioteki na nią trafię i zapoznam się z jej twórczością ;) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lisa Kleypas też pisze bardzo dobre romanse! :).

      Usuń