"I że cię nie opuszczę" - Michelle Richmond


Wydawnictwo: Otwarte
Tytuł oryginału: The Marriage Pact
Przekład: Maria Smulewska
Data wydania: 9 maja 2018
Liczba stron: 488

I że cię nie opuszczę aż do śmierci.

Osiem prostych słów, które razem tworzą najpiękniejszy fragment przysięgi małżeńskiej. Mają w sobie głębokie znaczenie, przypieczętowujące miłość dwojga ludzi ślubujących sobie oddanie i szacunek. Czasem jednak z biegiem lat pary zapominają o tych dwóch ważnych aspektach małżeństwa, po czym pewnego dnia budzą się obok małżonka ze świadomością straconych lat. Pakt istnieje po to, aby nie dochodziło do takich tragedii. Pakt rozumie. Pakt jest wiążący, aż do śmierci.

Jake i Alice to młode małżeństwo, pełne nadziei i optymizmu. Ona, nieprzewidywalna początkująca wschodząca gwiazda prawa (wcześniej gwiazda rocka); on, stonowany szanowany psycholog. Z pozoru całkiem różni ludzie tworzą wspaniały związek, którego może każdy zazdrościć. Pamiętają o swoich drobnych przyzwyczajeniach, nie kłócą się o brudne naczynia pozostawione na blacie po śniadaniu, zawsze starają się spędzić jak najwięcej wieczorów wspólnie. Wszystko po to, by nie zapomnieć, że obrączka nie zwalnia z obowiązku starania się dla drugiej osoby. “Obowiązek” ten jest dla nich czystą przyjemnością, dopóki nie znajdują tajemniczego prezentu od jednego z weselnych gości. Niepozorna szkatułka staje się początkiem przykrych doświadczeń, mogących zaważyć na idealnym związku. 

Pakt z początku wydaje się im zabawą. Zawsze odbieraj telefon od małżonka, co kilka tygodni kupuj prezent bez okazji, raz na kwartał jedźcie gdzieś tylko we dwoje… Idea jest piękna, jednak z czasem okazuje się, że kto sprzeciwia się Paktowi, ten traci. Maniakalni członkowie stowarzyszenia szybko stają się utrapieniem dla Alice i Jake’a. Młode małżeństwo musi znieść wiele krzywd i robi wszystko, by zejść z radaru przywódczyni Paktu. Z początku śmieszna zabawa prowadzi do wielu przykrych doświadczeń, które pozostawiają na parze ślady nie tylko fizyczne, ale i psychiczne. Czy Pakt ich złamie?

Thrillery są emocjonujące. Thrillery psychologiczne wywołują dreszcz niepokoju. Thriller psychologiczny z niespotykanym wątkiem niepostrzeżenie wciąga w wir wydarzeń; zanim człowiek się obejrzy przewraca ostatnią stronę i długo musi leczyć książkowego kaca. na moim regale nie uświadczycie thrillerów, horrorów, czy innych książek, przy których można się bać bądź czuć wszechobecny niepokój, a mimo to książkę Richmond przeczytałam szybciej niż niejedną książkę fantasy, które uwielbiam. Historia Alice i Jake’a wciągnęła mnie bez reszty. Na kilka długich godzin stałam się częścią lekko chaotycznego, lecz szczęśliwego życia dwojga ludzi.

Michelle Richmond umiejętnie zbudowała napięcie, które z początku jest niezauważalne. Stopniowo jest coraz mocniej odczuwalne, żeby w końcu dojść do punktu kulminacyjnego, a od niego to już istna spirala wydarzeń. Niemniej jest jeden mankament tej świetnie skonstruowanej powieści, a mianowicie jej zakończenie. Spodziewałam się czegoś, co wbije mnie w fotel lub chociaż wywoła gęsią skórkę. Tymczasem… nic. Zakończenie jest niemalże całkowicie oderwane od wszystkiego co miało miejsce przez prawie 500 stron. To jednak w żadnym stopniu nie zaważyło na ogólnej ocenie książki, bo jej największą zaletą jest nie fabuła, co postacie.

Autorce udało się stworzyć całą paletę charakterów, które przykuwają uwagę i dają się zapamiętać. Każda postać, co do jednej, dostała na kartach powieści swój własny głos i ma wpływ na całość. Richmond, tworząc je, wyrzuciła ze swojego słownika pojęcie “powtarzalności”, więc każdy czytelnik z łatwością odnajdzie chociaż jedną postać, która najbardziej przypadnie mu do gustu. 

Drugim elementem, który “tworzy” książkę jest sam Pakt. Jego idea jest szczytna. Myślę, że każdemu z nas kto jest w związku przydałby się krótki kurs przy pomocy regulaminu tegoż stowarzyszenia. Przy pomocy Alice i Jake’a Richmond zwraca uwagę na problem, który dotyka wiele par - rutynę. Po burzy hormonów często przychodzi czas ochłody, a do drzwi puka szara codzienność. Obie osoby tracą chęci do zaskakiwania partnera, czy do zwykłego starania się, co prowadzi do poważniejszych szkód. Czy naprawdę musi być potrzebny przysłowiowy “kop”, żeby coś się ruszyło? Autorka próbuje pokazać, że drobne gesty często są ważniejsze i bardziej doceniane niż wielkie, puste gesty, które szybko przechodzą w zapomnienie. Zwykłe powiedzenie “kocham cię” lub kupienie drugiej osobie jej ulubionego pączka w drodze do domu daje dużo, więc warto pielęgnować takie rytuały.

“I że cię nie opuszczę” to intrygująca lektura, którą warto mieć na półce i wracać do niej, by przypomnieć sobie co jest ważne w związku. Książka ukazuje wszelkie wzloty i upadki małżeństwa, które dosięgają każdego. Przypomina też, żeby się pilnować i nie popadać w skrajności, bo one przysparzają więcej szkody niż pożytku. Szacunek, miłość i wsparcie wystarczą, aby stworzyć szczęśliwy związek.

Prześlij komentarz

10 Komentarze

  1. O, byłam ciekawa opinii :D będę musiała nadrobić :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Chętnie przeczytam :) książka zwraca uwagę na naprawdę ważne wartości.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo lubię książki, które wywołują dreszczyk strachu. "I że cię nie opuszczę" jest na mojej liście do przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strachu, taki jak odczuwa się przy horrorach, tutaj nie ma, ale jest ten dreszczyk, bo nie wiadomo co się wydarzy na kolejnej stronie.

      Usuń
  4. Czytałam wiele pochlebnych recenzji tej książki, jestem jej ciekawa... Może kiedyś ją przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zasługuje na pochlebne opinie :) Myślę, że póki to jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałam w tym roku!

      Usuń
  5. Kiedyś bardzo lubiłam kryminały i thrillery, ale potem przestałam je czytać. Ostatnio mam plany, aby powrócić do tych gatunków i robię listę książek do nadrobienia ^^ "I że cię nie opuszczę" zdecydowanie na nią trafia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaki gatunek wolisz obecnie? :).

      Super, że książka trafia na twoją listę. To byłaby dobra pozycja do rozpoczęcia przygody z tym gatunkiem na nowo! :).

      Usuń
  6. Hoho, zainteresowałaś mnie, lubię thrillery, chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń