"Pierwsze słowo" - Marta Kisiel


Wydawnictwo: Uroboros
Rok wydania: 17 października 2018
Liczba stron: 320

Marta Kisiel do tej pory dała się poznać dzięki swojemu humorystycznemu cyklowi Dożywocie. Czytelnicy pokochali małego zasmarkanego aniołka, niewyżytego literacko ducha i innych mieszkańców Lichotki, a na punkcie nieokiełznanej wyobraźni autorki zwariowali. Autorka zaskarbiła sobie sympatię dzięki uroczym postaciom i zabawnym sytuacjom, w które je pakuje. 

Niektórzy być może o tym nie wiedzą, ale debiutem Marty Kisiel było… opowiadanie. Mimo że sama uparcie twierdzi, że nie umie ich pisać. Szaławiła, opowiadanie właśnie, wygrało rok temu nagrodę im. Janusza A. Zajdla. Autorka poszła za ciosem i sprezentowała fanom zbiór 11 opowiadań. Niektóre są już znane - debiutancka Rozmowa dyskwalifikacyjna, Dożywocie oraz Szałatwiła były wcześniej publikowane. Kilka innych opowiadań również było publikowanych na łamach rożnych czasopism, jednak obecnie są to niemalże białe kruki niemożliwe do zdobycia. Marta Kisiel napisała również kilka nowych historii, po czym to wszystko zamknęła w zbiorze Pierwsze słowo.

Powyższy zbiór to przekrój twórczości autorki. Znajdują się w nim historie bawiące do łez, jak i takie, które doprowadzają do łez smutku. Taka różnorodność pokazuje, że nie ma zamiaru zamknąć się w jednym gatunku, lecz chce badać nowe tereny. Być może kiedyś dostaniemy do rąk powieść traktującą o miłości matki śmiertelnie chorego dziecka, jak tytułowe Pierwsze słowo? Może Marta Kisiel postanowi pobawić się mitologią i wyda książkę opartą na mitach greckich, jak Katabasis

Miałam mocne obawy, zaczynając ten zbiór. Autorka tak bardzo podkreśla, że opowiadania jej nie idą, że niemal jej uwierzyłam. Dlatego podchodziłam do Pierwszego słowa z rezerwą, żeby przypadkiem się nie sparzyć. Na szczęście tak się nie stało. Bywały momenty pełne grozy, kiedy zastanawiałam się, czy dalej będzie tylko gorzej, jednak patrząc na całość to jedno, czy dwa gorsze opowiadania absolutnie nie zaniżają oceny.

Moje serce skradły Nawiedziny. Zamtuz nawiedzany przez ducha dziewicy tak bardzo trafił w moje poczucie humoru, że ostatecznie zaśmiewałam się do łez. “Panie raczyły wtargnąć (...) panie raczą (...) natychmiast wytargnąć” stał się moim tekstem roku. Jest to jedno z tych opowiadań, które mają poprawić humor i sprawić, że zapomina się o bożym świecie. Podobnie sprawa się ma ze wcześniej znanym Dożywociem, które tak naprawdę jest pierwszym rozdziałem powieści o tym samym tytule. Czytałam już ją, jednak z sentymentem przeczytałam je jeszcze raz. Fakt, że ponownie dobrze się bawiłam może świadczyć o nieśmiertelności mieszkańców Lichotki. 

Jednym z lepszych opowiadań jest Przeżycie Stanisława Kozika. W typowo “Kiślowy” sposób ukazuje wszechobecną znieczulicę na cierpienia drugiego człowieka. Człowiek mógłby nawet znaleźć się w grobie, a inny będzie go męczył i dręczył, i jeszcze wyzywał od nierobów. Jest to mocne opowiadanie, które w nieoczywisty sposób namawia nas do zainteresowania się innymi, gdyż być może najbliższa nam osoba przechodzi przez trudny okres, a my, zapatrzeni w siebie i swój sukces, tego nie widzimy.

Przy jednym z opowiadań zastanawiałam się, czy aby na pewno czytam jedną z moich ulubionych autorek. Katabasis to inne spojrzenie na mit o Persefonie. To też opowiadanie o matczynej miłości, trudnej i wymagającej wyrzeczeń. Niestety klimat był niesamowicie słabo odczuwalny. Opowiadanie jest bardzo krótkie, dzieje się w nim mało, więc ciężko mi było się wczuć. Było najsłabszym ogniwem całości, ale zdaję sobie sprawę, że jako matka spojrzałabym na nie z innej perspektywy. Na pewno wrócę do niego za kilka lat, żeby z czystej ciekawości zobaczyć, czy instynkt macierzyński zmieni moje odczucia.

Recenzja książki Marty Kisiel nie może obejść się bez wspomnienia o jej stylu. To już chyba jej znak rozpoznawczy; malownicze opisy, cięte dialogi, pomysłowe słowotwórstwo oraz niebanalny humor to rzeczy, które sprawiają, że jej styl jest jedyny i niepowtarzalny. Prawie każda z opisywanym historii jest niesamowicie nastrojowa, więc nawet ktoś z małą wyobraźnią mógłby sobie wyobrazić w głowie wszystkie wydarzenia. Z radością muszę donieść, że ponure historie z odrobiną gotyku (Jadeit, Miasto motyli i mgły) wychodzą autorce wspaniale. Czuć było grozę i niepokój, mimo że potwory nie wyskakiwały zza ścian.

Marta Kisiel najlepiej czuje się w humorystycznej fantastyce - to widać i czuć. Opowiadania lekkie i zabawne wyszły jej fantastycznie, natomiast w tych bardziej przyziemnych czuć, że jest niepewna swoich umiejętności. Mam nadzieję, że kiedyś da się nam, czytelnikom, poznać z poważniejszej strony, ponieważ ma potencjał, który tylko czeka na wykorzystanie. 

“Pierwsze słowo” to prawdziwa gratka dla jej fanów. Polecam ten zbiór każdemu kto już zna Martę Kisiel lub chce ją poznać, mając od razu przekrój jej zdolności twórczych. Te 11 opowiadań wystarczy, żeby się przekonać, czy jej pisanie przypadnie wam do gustu.

Prześlij komentarz

9 Komentarze

  1. Twórczość tej autorki nie jest mi jeszcze znana, ale to nadrobię.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę w końcu sięgnąć po książki Kisiel, ale może nie zacznę od tego zbioru opowiadań ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Seria "Dożywocie" to kwintesencja jej twórczości, więc czytają ten zbiór trzeba mieć na uwadze, że mocno w nim eksperymentuje :D.

      Usuń
  3. Nie czytałam jeszcze żadnej jej książki ale po twojej recenzji chętnie po nią sięgne :) pozdrawiam :) www.wspolczesnabiblioteka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam nadzieję, że w końcu znajdę czas na poznanie pióra Kisiel.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam na półce :) wkrótce będę czytać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Od dawna miałam zamiar przeczytać jakąś powieść pani Kisiel i chyba niedługo to zrobię :) Ten zbiór poza tym ma oryginalną okładkę, która przyciąga wzrok :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń