"Wiedźma morska" - Sarah Henning


Wydawnictwo: NieZwykłe
Tytuł oryginału: Sea Witch
Przekład: Dominika Maculewicz
Data wydania: 27 lutego 2019
Liczba stron: 300

Nie ciężko jest zwrócić ostatnio uwagę, że autorzy uwielbiają sięgać po baśnie i bajki znane nam z dzieciństwa. Głośno jest o książkach Liz Braswell, która publikuje mroczne wersje bajek Disneya, natomiast ostatnio dołączyła do niej Sarah Henning ze swoją najnowszą powieścią pt. „Wiedźma morska”. To kolejna wariacja na temat dobrze znanej „Małej Syrenki”.

Anna, Nik, Evie i Iker to czwórka przyjaciół znających się od małego. Mieszkają w małym duńskim mieście portowym. Dziewczynki pochodzą z klasy robotniczej, a chłopcy są potomkami królewskiego rodu. Pomimo różnicy w stanie, ich przyjaźń jest silna i mogłoby się wydawać, że wieczna. Dynamika ulega zmianie, gdy pewnego dnia Evie wyzywa swoją przyjaciółkę. Wyzwanie, z pozoru niewinne, przeradza się w tragedię – Anna ginie. 

Mija kilka lat od tamtej traumy. Nik i Iker szykują się do objęcia władzy, a Evie stara się wyprzeć to ze świadomości. W czasie obchodów ważnego święta w mieście pojawia się dziewczyna uderzająco podobna do martwej Anny. Sekrety Evie wychodzą na jaw, ale tajemnicza nieznajoma na tym nie kończy. Historia zatacza koło.

„Wiedźma morska” została zaliczona do gatunku fantastyki. Na dobrą sprawę jest w tym sporo prawdy – jest magia, są baśniowe stworzenia. Mimo tych elementów bardzo mało tej fantastyki w fantastyce. Henning zdecydowanie bardziej skupiła się na romantycznej odsłonie fabuły. Przez większość narracji poznajemy rozterki sercowe głównych bohaterek i czytamy o ich skradzionych chwilach uniesień z książętami. Ucierpiała na tym fantastyczna warstwa powieści. Magia jest ledwie nakreślona; rzucane są zaklęcia i uroki, odprawiane są jakieś rytuały, jednak nie jest to w żaden sposób opisane. Podobnie sprawa ma się ze świętem, które jest centrum całej fabuły. Mieszkańcy miasteczka i rodzina królewska biorą udział w różnych zawodach, odprawiają przeróżne zabobonne rytuały, odprawiane są uczty, ale nigdy nie dostajemy odpowiedzi na jedno zasadnicze pytanie – skąd się one wzięły? Bogini, dla której to wszystko jest celebrowane, jest kilka razy wspomniana, jednak nie dostajemy konkretnego podłoża. 

Tym, co najbardziej rzuca się w oczy i kładzie się cieniem na książce, jest niedopracowanie bohaterów. Ich działania są w większości nielogiczne, co oczywiście można wybaczyć, jako że są nastolatkami. Mimo to najbardziej rozczarowująca jest postawa Evie, która rzekomo musi ukrywać swój sekret przed całym światem; nawet przed przyjaciółmi. Tajemnicza nieznajoma mimo to już po kilku godzinach dowiaduje się, co ukrywa dziewczyna. Przez cały czas zastanawiałam się, co kierowało Evie. W jednej chwili myśli o tym, co by się stało, gdyby miasto się o niej dowiedziało, a w drugiej bez skrępowania oznajmia to całkiem obcej osobie? 

Po skończeniu powieści zamyśliłam się nad tym, jak ją ocenić. Z pewnością nie było to zła powieść. Język, w jakim jest napisana, jest na tyle prosty i zrozumiały, że jest to dobra książka na rozpoczęcie przygody z lekką fantastyką. Z drugiej strony nie jest to dobry wybór dla osób, które mogą się nazwać starymi wyjadaczami gatunku. Największym problemem Henning jest nieumiejętność rozwijania wątków. „Wiedźma morska” to ostatecznie dobry szkic, na podstawie którego mogłaby powstać interesująca książka. Niedługo, bo w sierpniu tego roku odbędzie się premiera drugiego tomu pt. „Sea Witch Rising”. Z chęcią po niego sięgnę, żeby przekonać się, czy historia zostanie rozbudowana.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwo oraz Mechanicznej Kulturacji.

Prześlij komentarz

7 Komentarze

  1. To raczej nie jest książka dla mnie, ale nie skreślam jej całkowicie.

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta książka zbiera dość skrajne opinie - z jednej strony ludzie się zachwycają, a z drugiej zauważają problemy z tą książką, które dość mocno mnie odrzucają... Dlatego nie jestem przekonana, czy kiedyś po to sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre opinie zbiera raczej wśród osób, które nie miały dotąd styczności z literaturą fantasy; lub miały, ale minimalną. Autorka pomysł miała dobry, ale zabrakło jej zgłębienia tematu. Jeśli lubisz taką literaturę to raczej nie ma co sięgać po tę książkę... Tylko się człowiek zdenerwuje na błędy :).

      Usuń
  3. Szkoda, że mało fantastyki w fantastyce, bo zapowiadała się świetnie i miałam na nią ochotę. Teraz, po recenzjach, jakie czytałam nie wiem, czy się za nią zabierać...
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak nie straszne Ci młodzieżowe fantasty to śmiało sięgaj - być może przypadnie Ci do gustu! :).

      Usuń
  4. Podobała mi się ta książką, ciekawa jestem też tej drugiej części o której wspomniałaś. Okładka tej następnej wydaje mi się być jeszcze lepsza, niż ta tutaj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opis również jest bardziej zachęcający. Premiera już niedługo, ciekawe jakie zbierze recenzje wśród amerykasńskich czytelników.

      Usuń